Tagi: piractwo, microsoft, windows, office

Piractwo to obecnie największy problem firm produkujących oprogramowanie, gry oraz treści audiowizualne. Większość osób staje się piratami świadomie i nie jest to twierdzenie postawione na wyrost. Istnieje jednak druga strona barykady: klienci chcący kupić oryginalny produkt wpadają w sidła zastawione przez oszustów. Radzimy, jak tego uniknąć.

Pirackie oprogramowanie kojarzy nam się z trackerami torrentowymi lub sieciami P2P. Niektórzy z Was sięgną wspomnieniami nieco dalej i przywołają pirackie płyty sprzedawane w pomiętych kopertach na bazarze lub giełdzie elektronicznej. Ten kanał dystrybucji oczywiście dalej istnieje, stracił jednak na popularności dzięki upowszechnieniu się internetu. Obecnie "piraty" wcale nie muszą tak wyglądać i - co więcej - bardzo często są tak podobne do oryginału, że bardzo trudno je rozróżnić. Gdy firma Microsoft udostępniła nam materiały wykorzystane w artykule, sami byliśmy zaskoczeni pomysłowością przestępców.

Giganci tracą najwięcej

Najczęściej nielegalnie sprzedawane są oczywiście produkty dużych i znanych firm, które według raportu BSA za 2007 rok tracą rocznie na tym procederze 48 mld dolarów w skali globalnej. Według tych samych danych producenci działający na polskim rynku odnotowują straty rzędu 580 mln dolarów. Co roku kwoty te są coraz wyższe.

Skupmy się jednak na Polsce. Wynosząca 57% skala piractwa lokuje nas niestety w niechlubnej czołówce krajów Unii Europejskiej. Współczynnik ten utrzymuje się na zbliżonym poziomie od lat, w 2003 roku był on niewiele wyższy i wynosił 58%.

Nasz kraj jest więc bardzo atrakcyjnym rynkiem zbytu podrabianego oprogramowania. Wskazuje na to oprócz statystyk również kilka innych faktów. Według Krzysztofa Janiszewskiego z polskiego oddziału firmy Microsoft jest to przede wszystkim możliwość kupna podróbek w rodzimej wersji językowej, gdyż oszuści piracą zwykle bardziej uniwersalne wersje angielskie. Nie chodzi tutaj o najnowsze produkty firmy, ale o starsze oprogramowanie np.: pakiet Office 97 SR1 czy system Windows 98 SE, który fałszerze wprowadzili masowo na polski rynek w 2000 roku.

Podróbki te były doskonałe, różniły się jedynie drobnymi detalami, których typowy użytkownik nie jest w stanie zauważyć. W przypadku Office 97 oryginalne nośniki nie posiadały hologramu i były bardzo łatwe do podrobienia. Piraci popełnili błąd, umieszczając na płycie zły numer identyfikacyjny. Wprowadzenie tego dodatkowego zabezpieczenia nie powstrzymało oszustów przed sprzedażą Windowsa 98 SE. Piracka wersja była doskonała: na wewnętrznej stronie płyty znajdował się hologram, dołączono też instrukcję.

Przestępcom opłaca się produkować tak dobre podróbki ze względu na bardzo duże przebicie w marży.  Według szacunków Microsoftu, hurtowa cena 1,5 tys. pirackich wersji Office 2000 Pro to 30 funtów. Po wprowadzeniu tego produktu na rynek jego wartość rośnie do 300 funtów. Gra warta jest więc przysłowiowej świeczki.

Nie kupuj "kota w worku"

Wśród piraconych programów królują produkty koncernu z Redmond, wśród nich pakiet Office i system operacyjny Windows. Nie powinno to nikogo dziwić: ten pierwszy to uniwersalne narzędzie do pracy biurowej, a nielegalne gry lub inne programy trzeba przecież jakoś uruchomić. Dlatego postanowiliśmy na ich przykładzie wskazać najważniejsze cechy, na które warto zwrócić uwagę podczas zakupu.

Powinniśmy przede wszystkim podchodzić z dużą rezerwą do aukcji internetowych. Według danych IDC Microsoft interweniował w ok. 50 tys. aukcji wystawionych w serwisie eBay. Ze 115 nośników kupionych w ten sposób 39% stanowiły nielegalne kopie, a kolejne 12% zawierało programy poddane modyfikacji. Ogólne prawdopodobieństwo kupienia oryginalnego oprogramowania na aukcji internetowej nie przekracza 50%.

Jeśli jednak zdecydujemy się na aukcję internetową powinniśmy sprawdzić kilka ważnych cech. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na cenę i opis produktu. W serwisach tego typu zdarzają się oczywiście okazje, ale zaniżenie wartości "nieużywanego i nierejestrowanego w bazie Microsoftu systemu Windows z lekko startym certyfikatem" powinno wzbudzić nieufność.

Piracki system operacyjny Microsoft dedykowany dla komputerów Fujitsu Siemens, sprzedawany na aukcji internetowej. (fot. materiały Microsoft)Piracki system operacyjny Microsoft dedykowany dla komputerów Fujitsu Siemens, sprzedawany na aukcji internetowej. (fot. materiały Microsoft)

Kolejną istotną informacją jest sam program i tutaj może pomocne być np.: jego zdjęcie. Wystrzegajmy się aukcji, na których sprzedawane są systemy operacyjne w wersji OEM (dołączane do sprzętu komputerowego) oraz płyty recovery media (przeznaczone dla komputerów określonej marki). Takich pakietów nie można sprzedawać bez sprzętu i zwykle są to podróbki. Dodatkowe podejrzenia może budzić także dołączony do takiego zestawu Certyfikat Autentyczności, gdyż producenci naklejają go na sprzęt komputerowy, np.: laptopy. Oczywiste jest również, że instalacja kupionego w ten sposób systemu operacyjnego może być dość problemowa.

Piracki system operacyjny Microsoft dedykowany dla komputerów Dell, sprzedawany na aukcji internetowej. (fot. materiały Microsoft)Piracki system operacyjny Microsoft dedykowany dla komputerów Dell, sprzedawany na aukcji internetowej. (fot. materiały Microsoft)

Certyfikaty Autentyczności systemu Windows w wersji OEM, instalowanego na komputerach przez dużych producentów. (fot. Microsoft.com)Certyfikaty Autentyczności systemu Windows w wersji OEM, instalowanego na komputerach przez dużych producentów. (fot. Microsoft.com)

O certyfikatach słów kilka

Certyfikat Autentyczności (COA, Certificate of Authenticity) nie jest licencją. Ta etykieta to swoisty wizualny identyfikator dzięki któremu można ustalić, czy używane oprogramowanie firmy Microsoft jest legalne.  Certyfikat jest sprzedawany wyłącznie z danym produktem i nie można go kupić oddzielnie. Tego typu oferty powinny wzbudzić naszą nieufność. Warto również wiedzieć, że sprzedawcy rozprowadzający je w ten sposób popełniają przestępstwo. Przykłady Certyfikatów Autentyczności oraz więcej informacji na ich temat można znaleźć na stronie koncernu.

Komentarze (2)